piątek, 4 marca 2011

Ci sono solo due??? czyli o minionej kolejce słów kilka

            Kolejna seria spotkań ligi włoskiej zdała się przynieść kilka kluczowych dla trwającego sezonu odpowiedzi. Napoli, mimo wielkich nadziei swoich fanów, prawdopodobnie nie włączy się skutecznie do walki o tak upragnione na południu scudetto. Powiedzieć, że w bezpośrednim starciu, straciło kolejne 3 punkty do prowadzącego Milanu, to nie powiedzieć nic. Zarówno poniesiona strata, jak i rozmiary porażki, a przede wszystkim forma jaką zaprezentowali, zapiszą się w ich pamięci i od dziś częściej oglądać się będą za siebie, niż śledzić wyniki podopiecznych Allegriego. Azurri wielokrotnie pokazali wprawdzie, że nie powinno się ich skreślać do 95 minuty, ale bilans meczów na Giuseppe Meazza w tym sezonie (0 pkt, 0 bramek zdobytych, 6 straconych), nie pozostawia chyba złudzeń. Dwie jedenastki ze stolicy mody pozostają poza zasięgiem graczy Mazzariego i jeśli same sobie nie zaszkodzą, to trzeba będzie się zadowolić trzecim miejscem. Miejscem, na które właśnie Napoli spadło, po sobotnim, wyjazdowym zwycięstwie Internazionale nad Sampdorią. 
           Nie zmienia to faktu, iż pozostaję pod wrażeniem jedenastki spod Wezuwiusza i postępu jaki dokonała w ciągu ostatnich lat. Pokonać potrafili przecież zarówno Romę, jak i Juve co nawet wobec wyraźnego kryzysu tych zespołów jest osiągnięciem.
Z kolei Rossoneri wydają się mieć kryzys już za sobą. Po słabym meczu z Chievo i  potyczce z Tottenhamem Milan zagrał dobre spotkanie i po raz kolejny nie pozwolił zmniejszyć dystansu goniącym go drużynom. Narzucił swój styl gry i chyba nawet przez chwilę nie czuł się zagrożony w poniedziałkowym meczu. Jeśli Ibrahimovic i spółka nie potkną się w sobotę na  wyjeździe z Juve, to przerwanie hegemonii Interu na półwyspie Apenińskim będzie coraz bardziej realne.
Roma wciąż nie potrafi zdobyć kompletu punktów. Pomimo podjętej wreszcie decyzji, iż Wieczne Miasto i ”wiecznie drugi” trener to zła kombinacja, z Parmą udało się tylko zremisować. Prowadzenie 2:0 po pierwszej odsłonie zdało się uśpić czujność podopiecznych Vincezo Montelli, za co Totti i koledzy zostali skarceni dwukrotnie przez niechcianego w Turynie Amauriego. A że odbyło się to dość szybko (5 minut) i  pod koniec meczu, to straty nie odrobili i powodów do zaprezentowania przez nowego szkoleniowca „un aeroplano” (tym razem już za linią boczną) nie było.  Zresztą nie było też "składowych" sensacji. Od pierwszej minuty na boisko wybiegł Totti (niedawny kolega z boiska Montelli), a najlepsi trzej zawodnicy giallorossich (Boriello, Menez i Vucinic) zagrali tylko po kilkadziesiąt minut i to na zmiany. Brak wykorzystania takiego potencjału, jakiego Roma, w mojej opini, nie miała już dawno, musi przełożyć się na słabe wyniki. Dla jedenastki z Olimpico ten sezon mógłby się już właściwie zakończyć, gdyby nie pewien szczegół.  Punktem honoru stanie się to, aby w przyszłym sezonie zagrać w pucharach. I to nie dlatego, że na LE zależeć może nowemu właścicielowi. Ani piłkarzom klubu, który ambiwalentny stosunek (zresztą jak reszta ekip Serie A) do tych rozgrywek już pokazał. W pucharach (być może nawet w Lidze Mistrzów) zagra Lazio.
Alexis Sanchez i Antoni Di Natale wpadli na weekend na Sycylię. Rezultat? Palermo rozstrzelane 7:0 (w wewnętrznym pojedynku 4:3 dla gracza z Chile), dwie czerwone kartki, wybite z głowy marzenia o pucharach i zwolniony Delio Rossi.  Dobrze, że Etna wciąż stoi. W końcu w maju wjechać ma na nią Giro.  A tym, co w ogóle od tygodni wyprawia w Serie A Udinese, jeszcze się zajmę, bo zasługuje to na znacznie szerszy komentarz.
Dzień wcześniej na Sycylii też było gorąco. Catania ograła Genoe 2:1, a Błażej Augustyn, który zagrał od pierwszej minuty, otrzymał czerwoną kartkę, czym uchronił drużynę od niechybnej straty bramki. Biorąc pod uwagę, że to jego 15 kartka (3 czerwona) w 23 meczach (sic!) we Włoszech, trzeba przyznać, że swojego fachu już się nauczył. Takich statystyk pozazdrościłby mu sam Matrix za najlepszych lat. Tak dalej Panie Błażeju, a o  „zero z tyłu” na Euro możemy być spokojni! Na boisku i poza nim działo się sporo, a sędzia pokazał jeszcze 3 czerwone kartki przyjezdnym z Genoi, ale podopieczni Ballardiniego kończyli mecz w dziesiątkę. Czy to możliwe? W najpiękniejszej lidze świata tak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz